BOJE SIĘ .
Tego, że Marcin już o mnie zapomniał, że nie napisze, nie mówiąc nic o tym, że nie zadzwoni . Jestem zła na siebie, bo dałam ciała ( żebym jeszcze poważnie dała tego ciała ), ale zerwałam z fantastycznym chłopakiek, a teraz cierpię.
To przez niego niedobrze mi się robi na widok zakochanych. Nie cieszą mnie kartki od tzw. tajemniczych wielbicieli. Nawet Adiego mam w nosie, niech sobie pomyka z tą lafiryndą. Ja bym tylko chciała mojego Kociaka, co oczywiście jest płonnym marzeniem po tym w jaki sposób go potraktowałam.
Mam za swoje. Będę miała nauczke, żeby doceniać to co mam, a nie chcieć Bóg wie czego.
Ale do skrzynki i tak nie zajrzę. Boję się, że wśród tych kartek nie będzie nic od niego. A na domiar złego mama cały czas mi o nim przypomina. Rozpływa się nad tym jaki to wspaniały facet. Tak jakbym sama tego nie wiedziała.
Cholera i przez to nieznoszę walentynek jeszcze bardziej!!!
Uczucia powinno się okazywać codziennie, a nie raz do roku.
I czemu walentynki zwykle nie są podpisane? Skąd mam wiedzieć, od kogo są te karty???
|