Link :: 01.02.2005 :: 19:29
Ach...

Dzisiejszy dzień to w sumie nic nadzwyczjnego. Nie zastanawiałam się nad niczym szczególnym, ponieważ byłam zbyt zajęta nudzeniem się. :):):)

Przeżywam ostatnio sporo stresów związanych nie tylko ze studniówką, więc postanowiłam sobie dzisiaj darować. Innymi słowy dałam sobie na wsztrzymanie. :)
Zrobiłam za to mase bezurzytecznych rzeczy, np. przeczytałam kilka kolejnych rozdziałów "Mistrza i Małgorzaty", objadłam się jedzonkiem, które zawiera sporo pustych kalorii, co niekorzystnie może wpłynąc na moją figórę, a poza tym wykonałam mnóstwo innych czynności, które są tak mało interesujące, że szkoda o tym pisać. :)
Ehh... Widzę, że zaczynam troch przynudzać, więc może skończę już tę nudniastą notkę i wezmę sie za coś bardziej interesującego niż gapienie się w monitor...

P.S. Dzięki za komentarze. Doceniam i cieszę się ze wszystkich. Pozdrawiam. :)

Komentuj(1)


Link :: 02.02.2005 :: 19:53
Śmierć.

To naturalna kolej rzeczy. Każdy kiedyś umrze. Nikogo to nie ominie, chociaż nikt się do tego nie spieszy. Są jednak wyjątki.

Dziś dowiedziałam się, że chłopak, który chodził ze mną do klasy popelnił samobójstwo. Rzucił się pod pociąg.
Nie wiem w jaki sposób mogę to skomentować. Chyba pierwszy raz w życiu nie wiem co powiedzieć.
Co prawda kilka lat temu kuzyka znajomej zrobiła to samo, ale...
No nie wiem co w taiej sytuacji sie mówi.

Osobiście to jestem wściekła. Jutro jest pogrzeb, a w piątek miała być studniówka. Teraz nie wiadomo.
Jak można się dobrze bawić po czymś takim?

Na domiar złego mój młodszy brat namierzył mojego bloga i nie mogę zbyt dużo pisać. Nie chcę, żeby smarkacz wiedział rzeczy o których wiedziec nie powinien. :?

Komentuj(1)


Link :: 03.02.2005 :: 12:43
Jutro studniówka!!!

Tak przeżywam, że na samą myśl jest mi nie dobrze . Byłam już na jednej w tym roku, ale teraz ide na swoją osobistą, więc mam pietra. Tym bardziej, że tam będzie chłopak, na którym mi zależy. Tyle, że z dziewczyną, ale ona to nic specjalnego.
Tzn. ładna, ale chodzi o charakterek.

Wczoraj to zrobiłam taki obchód miasta, że aż mnie nogi bolą ( jeszcze ).
Musiałam kupić podwiązke, obowiązkowo czerwoną, rajstopy bez klina, tipsy i kilka innych drobiazdów.
Na szczęście wszystko już mam, czyli powinno obejść się bez większych stresów.

Jasne tak się mówi, a ja za moment zwymiotuję. Po jaką cholerę ja jadłam tyle pączków ?

Komentuj(30)


Link :: 04.02.2005 :: 07:43
Boshe!!!

Strasznie się denerwuję dzisiejszą studniówką. Co prawda dla mnie to niepierwszyzna, ale to w końcu będzie moja studniówka i nie będę już tylko osobą otowarzyszącą :wink:.
Wszystko jest załatwione, więc nie ma się czym denerwować. Po prostu przyjdzie po mnie mój partner, podjedzie transport ( jak dobrze, że wiezie nas ojciec koleżnki, a nie mój albo autokar :) ), a ja i Aneta musimy tylko pięknie wyglądać.

Pokazałam jej wcześniej jak ma się malować, więc mam nadzieje, że nie wpadnie tu w ostatniej chwili i nie krzyknie "Anka ratuj!".
Jasne, że nie odmówiłabym pomocy w tak delikatnej sprawie jaką jest makijaż, tylko trochę bym się wściekła, bo robią sobie ze mnie kosmetyczke :wink:.
No, ale jak ma się talent, trzeba się pogodzić z takimi sytuacjami. Dzięki bogu nikt nie wie, że potrafię też wykonać w 20 minut bajerek fryzurkę. No prawie nikt, bo mama i siostra wiedzą :P.

Wrr!!! Ale ja nie o tym. Chciałam sie odstresować i zmienić szablonik, ale jestem głąb niesamowity jeśli chodzi o takie zabawy i muszę chyba zostać przy standardowym :(. Trudno...

Komentuj(6)


Link :: 05.02.2005 :: 13:48
Było fantastycznie!!!

Podobało mi się jeszcze bardziej niż na studniówce Łukasza. No, ale nie ma się co dziwić, w końcu byłam wśród znajomych , którzy nie dawali mi spokoju. Nie miałam czasu, żeby odsapnąć, bo już ktoś porywał mnie do tańca .

Najlepiej wywijał Rafał, chłopak Anety, który prawie mnie wykończył na parkiecie. Ja się nie skarżę, ale po kilku rundach z nim miałam wrażenie, jakbym tańczyła całą noc . Co oczywiście nie zmienia faktu, że było niesamowicie.
Aneta była troche zazdrosna o to, że jej chłopak "trochę za często" tańczył ze mną, ale to on mnie wyciągał na parkiet a nie ja jego . Nie moja wina, że lubię tańczyć i nie przejmuję sie fryzura na takich imprezach. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby się wybawić, co mu widocznie odpowiadało.

No, ale żeby nie robić jej przykrości tanćzyłam także z innymi chłopakami, także kolegami z klasy i chłopakami innych dziewczyn, no i oczywiście z Łukaszm, ktory mi towarzyszył .
Prawdę mówiąc taczyłam cały czas i ze wszystkimi. Nawet z koleżankami , a z nimi wychodziło najzabawniej .

W każdym razie wyglądałam fantatycznie, narobili mi masę zdjęć i wybawiłam się za wszyskie czasy. Mogłabym jeszcze iść na trzecią studniowkę. Hehehe...
Oj, mogłabym .

Komentuj(8)


Link :: 06.02.2005 :: 16:35
Zabijcie mnie!!! Plizzz!!!

Łukasz wyznał mi miłość!
Napisał dla mnie wiersz!
Zaprosił na randkę w walentynki!

Ja wiem, że to jest urocze. Nie jedna dziewczyna chciałaby być na moim miejscu.
Cały problem w tym, że ja jestem jakaś nienormalna! Nie chcę się z nikim wiązać i wole układy czysto koleżeńskie.
Jeśli już w ogóle mówimy o relacjach z facetami.

Wiem, wiem. Jeśli nie spróbuję to może mnie ominąć coś fajnego.
Tylko, że lubię go jako mojego kumpla, nawet przyjaciela. Nie chcę niczego zmieniać. Tym bardziej że wiem, iż istniej realne groźba tego, że on się za bardzo zaangażuje, a ja potraktuję to lajtowo, bo taka już jestem.
Wiem, że w taki sposób mogę go zranić jeszcze bardziej, niż mówiąc mu w oczy, że nie interesują mnie takie zabawy.
Gdybym postąpiła mógłby się poczuć oszukany i djabli wiedzą co stało by się z naszą przyjaźnią. Nie chcę tego, więc nie pozostaje nic innego niż trzymać się tego co jest.
Za kilka tygodni mu przejdzie i będziemy się z tego śmiać, a tym czasem zastosuję metodę ograniczenia kontaktu.
Nie widzę innego wyjścia. Po prostu trzeba to przeczekać.

Komentuj(4)


Link :: 08.02.2005 :: 16:29
Mam to wszystko w nosie!!!

Nic mi się nie chce. Złapałam doła. To prawie rów mariański . I pomyśleć, że taka fajna panna jak ja, będzie się przejmować głupotami. Właśnie inaczej nie mogę tego nazwać. Żadne określenie mi do tego nie pasuje, chociaż staram się usilnie jakieś wymyśleć. Nie wychodzi.

Od czego zacznę? Hmm...
Może od tego, że facetów nikt nie zrozumie.

Zacznijmy od Łukasza.
Czai się od kilku tygodni, ale nic konkretnego nie zrobi. Taki bierny gość, że szkoda gadać.

Następnie Adrian.
Niezdecydowana dziecina. Nie wie, czy chce być z dziewczyną, która mu przystawia rogi, czy woli być z inną.

A teraz Rafał.
Ewidentnie nie wiem jak go określic. Na oczach swojej pnny flirtuje z jej przyjaciółką. Fajne prawda?

Ale ja to mam problemy... Koń by się uśmiał. HAHAHA. Nie wiem czy to ja taka dowcipna jestem, czy to przez to wino, które wypiłam.
Nie ważne. I tak pewnie wykasuję to jak wytrzeźwieję.

Komentuj(3)


Link :: 09.02.2005 :: 17:20
BLA BLA BLA...

Kilka minut temu moja mama zafundowała mi wykład na temat moralności. To mądra kobieta, chodzi już trochę po tym świecie, ale mimo wszystko niech zostawi takie pogadanki dla innych.
Niby z jakiej racji mam mieć skrupuły? Dlaczego nie mogę flirtować z facetami innych dziewczyn? Wiem, że się podobam i lubią moje towarzystwo. Czemu miałabym sobie odmawiać tej przyjemności? To przecież nieszkodliwy flirt, a nawet jeśli nie, to inne laski nie maja żadnych obiekcji i bez mrugnięcia okiem odbijają chłopaków przyjaciółkom.

Jasne! Rozumiem, że ta panna, której chłopak, powiedzmy sobie szczerze, leci na mnie, może się czuć skrzywdzona. Ma do tgo wszelkie prawo. Zgadzam sie z tym w zupełności, ale gdyby ona była na moim miejscu nie przejełaby się tym, tylko korzystała. Ja robię tylko to, co zrobiłaby każda inna panna w mojej sytuacji.

Przecież to nie moja wina, że się podobam i jestem lubiana. Sorry, ale nie zamierzam przepraszać za to, że jestem kobietą.

Komentuj(3)


Link :: 10.02.2005 :: 18:28
I co ja poradzę na to, że jestem fajna ?

Dziś byłam u kumpeli i była mała popijawa . Jak dla mnie to było spoko. Tylko gospodyni w nienajlepszym humorku. Ja się nie dziwię. W końcu jej chłopak oczu ode mnie nie odrywał i ciągle powtarzał jaka jestem fajna ( jego kumpel z resztą też ).
Mnie tam specjalnie na jego względach nie zależy. Co komu po facecie, który bez ceregieli flirtuje z innymi? Ja gdybym była na jej miejscu to porozmawiałabym z nim.
Z resztą to nie moja sprawa.

Wiem, wiem. Jestem wredna. No cóż, taka się urodziłam i dobrze mi się z tym żyje. Nic nie poradzę na to, że lubię być adorowana, niezależnie od tego czy facet mi sie podoba, czy też nie.

Cholera, w końcu jestem kobietą, a ten typ tak ma! Nie ma co się okłamywać. Przecież jestem niebrzydka. No dobra, ładna. Dam sobie siana z udawaną skromnością.
Nie od dziś wiem, że faceci dobrze się czują w moim towarzystwie. Nie wiem jak to robię. Mogę nawet przysiądz, że nie mam pojęcia dlaczego tak na nich działam. Mam chyba w sobie TO COŚ. Juz nie raz to słyszałam i powiem szczerze, podoba mi sie to...
Boshe, kocham być kobietą!

Komentuj(0)


Link :: 10.02.2005 :: 18:54
Wrr!!!

Czy każda matka jest taka, czy tylko moja uwielbia prawić morały i zepsuć mi całą radoche? Zawsze każe mi stawiać sie w sytuacji innych.
A co mnie obchodzi, co inni czują? O moje uczucia nikt nie dba! Nikogo nie obchodzi, że robi mi przykrość!
Z jakiej paki ja mam sie martwić o cały świat? Ja chcę się dobrze bawić, a nie zostać świętą albo inną męczennicą.

Nazwijcie mnie egoistką. Nawet się nie przejmę. Wiem, że nią jestem. Zadajcie sobie tylko pytanie, czy wy poświęcilibyście własne szczęście dla kogoś innego? Kogoś kto was w dodatku nie obchodzi.
Ja, nie!

Komentuj(5)


Link :: 12.02.2005 :: 12:46
W końcu chwila wytchnienia .

Co prawda dziś jest sobota, ale z całą pewnościa stwierdzam, że nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Nawet do baru nie dam się wyciągnąć. Wystarczająco dużo wypiłam w tym tygodniu . Było spoko i towarzystwo też nie takie złe, ale muszę odrobinę odpocząć. Ileż można? Ja jestem tylko człowiekiem, więc potrzebuję od czasu do czasu podładować akumulator .
Co prawda miałam i nadal mam ochotę iść gdzieś potańczyć, ale nie wydaje mi się, żeby Anecie podobał sie pomysł zabrania jej chłopaka na dyskotekę . Z resztą chyba nigdzie nie ma baletów .
Nic do niego nie mam, ale jak już wspomniałam, moja kumpela jest strasznie zazdrosna. Wczoraj to sie popłakała, jak jej men co kilka chwil mi słodził .

W sumie to ja jej współczuję. Facet prowokuje ją do bycia zazdrosną, a matka dzwoni i każe wracać do domu przed 22:00.
Zabiłabym swoją, gdyby taki numer mi odwaliła . Pełnoletnia panna, a się mamusi boi. Ale żenada .
Co prawda moja mama też sie o mnie martwi, ale zaczyna po 24-tej i tylko wtedy, gdy nie wie z kim wychodzę.
Matka Anety wiedział, że idzie ze mną, ze swoim chłopakiem i jego kumplem, a mimo to narobiła jej obciachu.
Normlnie pogratulować mamusi .

Komentuj(1)


Link :: 12.02.2005 :: 17:32
Troche się wpieniłam.

Bez urazy, ale po jaka cholerę ja piszę tego bloga jeśli nikt nie raczy zostawic tutaj najmniejszej notki? Co z wami? Raz dwa chcę tu zobaczyć kilka komentarzy!!!
Komentuj(5)


Link :: 13.02.2005 :: 10:18
ALE KANAŁ!!!

Wstałam jakieś pól godziny temu, włączyłam komputer i z przerażeniem stwierdziłam, że moje kochanie ( czyt. komputerek ) jest bliski zaliczenia zgonu . Jak ja się wkurzyłam!!! Nawet nie jestem w stanie tego opisać. Ale to jeszcze nie koniec sympatycznych wydarzeń tego ranka. Pominę to, że obudziłam się roztrzęsina, ponieważ przyśniła mi się matura . Brr!!!

Mój młodszy brat, boshe co za dziecko, ledwie otworzył te swoje kocie oczka, już się drze w niebogłosy, że on zajmie komputer jak ja skończę. A kto powiedział, że ja mam zamiar dziś skonczyć ?

Jakby tego było mało, to do mojej świadomości właśnie dochodzi fakt, iż jestem zmuszona porozmawiać dziś z Łukaszem. Tak, tym od wiersza .
Niech mnie ktoś zastrzeli, bo do niego mówić, to tak jak do ściany. Wrr!!! Ja swoje, a on swoje. Weź człowieku bądź mądry i pisz wiersze, albo lepiej całe sonety.

No, ale żeby nie było zbyt przygnębiająco muszę powiedzieć, że spotkało mnie też cosik miłego. Mianowicie mój tata, z którym jakoś się poukładało, był z samego rana w sklepie i kupił cieplutki chlebuś, za którym wprost przepadam. Hmm... Chleb prosto z pieca to jest to, co tygrysy ( czyli ja ), po przebudzeniu lubią najbardziej. Poza kawą oczywiście .

Komentuj(6)


Link :: 14.02.2005 :: 12:17
Jak ja nienawidzę walentynek!!!

Wszędzie widać zakochanych i czulących się do siebie ludzi, którzy mało się nie połkną albo przynajmniej obśliniają sobie pół twarzy. Dobra! Ja rozumiem, że można kogoś darzyć jakimś tam uczuciem, które podobno nazywa się MIŁOŚCIĄ, ale na litość boską, opanujcie się!
Z tego wszystkiego musiałam się zerwać ze szkoły, bo nie mogłam już na to patrzeć. Jesus! Na każdym kroku migdalące się małolaty. Blee... A jakby tego było mało w radio-węźle zapodają przeboje Backstreet Boys albo inna tandetę z cyklu KOCHAJ MNIE. Musiałam się z tamtąd zmyć w tempie ekspresowym, bo chyba bym zwymiotowała. Tym bardziej, że Adraian, chłopak, który aktualnie mi się podoba, mógłby się zjawić w zasięgu mojego wzroku w towarzystwie tej całej Kamili, która mu rogi, jakby nie było, przystawiła. Nie wiem czemu, ale w stosunku do nigo nie jestem w stanie nic zrobić. Chyba się starzeję .

To jednak nie koniec mojej dzisiejszej udręki! Żeby było śmiesznie, Łukasz zjawi się dzisiaj u mnie z kwiatami ( RATUNKU!!! ) i moimi płytami, które obiecał mi jakieś kilka tygodni temu.
Boshe, dlaczego mi to robisz?
Pocieszam się myślą, że i tak mnie w domu ne będzie, bo pomknę na fakultety z polaka .

Komentuj(5)


Link :: 14.02.2005 :: 13:53
BOJE SIĘ .

Tego, że Marcin już o mnie zapomniał, że nie napisze, nie mówiąc nic o tym, że nie zadzwoni . Jestem zła na siebie, bo dałam ciała ( żebym jeszcze poważnie dała tego ciała ), ale zerwałam z fantastycznym chłopakiek, a teraz cierpię.
To przez niego niedobrze mi się robi na widok zakochanych. Nie cieszą mnie kartki od tzw. tajemniczych wielbicieli. Nawet Adiego mam w nosie, niech sobie pomyka z tą lafiryndą. Ja bym tylko chciała mojego Kociaka, co oczywiście jest płonnym marzeniem po tym w jaki sposób go potraktowałam.

Mam za swoje. Będę miała nauczke, żeby doceniać to co mam, a nie chcieć Bóg wie czego.
Ale do skrzynki i tak nie zajrzę. Boję się, że wśród tych kartek nie będzie nic od niego. A na domiar złego mama cały czas mi o nim przypomina. Rozpływa się nad tym jaki to wspaniały facet. Tak jakbym sama tego nie wiedziała.

Cholera i przez to nieznoszę walentynek jeszcze bardziej!!!
Uczucia powinno się okazywać codziennie, a nie raz do roku.
I czemu walentynki zwykle nie są podpisane? Skąd mam wiedzieć, od kogo są te karty???

Komentuj(4)


Link :: 15.02.2005 :: 21:46
Badziewski dzień.

Po pierwsze, Marcin rzeczywiście już o mnie nie myśli. Nie jest to dla mnie zaskakująca wiadomość. Zdziwiłabym sie o wiele bardziej, gdyby było inaczej. W sumie to się nawet tym nie przejęłam, chociaż przyznam szczerze i jak na spowiedzi, że było mi troszeczke przykro. Jak mogłoby być inaczej?

A w szkole? Hmm... .
Pokazałam dziewczynom fajny blog o zabarwieniu troche erotycznym i miałam niezły ubaw. Patrzyłam na nie i nie mogłam powstrzymać sie od śmiechu, widząc moje koleżanki płonące rumieńcem i nerwowo rozglądające sie czy nikt nie widzi co je aktualnie absorbuje. Nie twierdze, że mnie nie podkręciły te pikantne notki. Było wręcz odwrotnie. I właśnie dlatego dziś jeszcze bardziej tęsknie za Marcinem. Chciałabym znowu poczuć jego usta na moich . Przytulić się do tego misia i zostać tak na zawsze. W jego ramionach czułam sie taka bezpieczna...
Hmm... Rozmarzyłam się i aż łezka zakręciła mi się w oku. Rozklejam się na stare lata .

Acha i chyba napiszę ksiązkę. Jeszcze nie wiem na jaki temat. Z resztą to jeszcze nic pewnego. Po prostu wiele osób mi mówi, że mam talent do opowiadania, chociaż osobiście w to nie wierzę, bo ja po prostu nic nie umiem opowiedzieć tak jakbym chciała i tak, abym była z tego zadowolona. Jednak zdaniem kilku niezbyt obiektywnych osób , to co pisze jest fajne, nie dlatego, że mądre, broń Boże, ale dlatego, że po prostu śmieszne.
Czy ja wiem czy takie śmieszne?
W mojej głowie kłębią się zawsze sprzeczne myśli tak jakby tam nie było jednej, tylko kilka osób i każda miała własny punkt widzenia. To strasznie męczące potrafić patrzeć na jedno zagadnienie z kilku perspektyw. Zawsze ma się wątpliwości.
Jesus, ja to rzeczywiście mam problemy .
Chyba położę się już spać, bo brak snu i alkohol wpływają na mnie w mało korzystny sposób .

Całusy dla wszystkich, którzy czytaja te bzdury . Dobranocka.

Komentuj(1)


Link :: 16.02.2005 :: 14:42
Pech mnie prześladuje!

Wstałam dziś o zwykłej dla siebie porze, czyli troche za wcześnie dla przeciętnego człowieka, zrobiłam ze sobą porządek ( prysznic, fryzura, makijaż i te sprawy ), zjadłam słodką bułkę ( tata zawsze rano kupuje świerze pieczywo ), popiłam herbatką i niczego nie podejrzewając wyszłam do szkoły.

Pomińmy fakt, że do niej nie doszłam, ponieważ Rafał miał urodzini i wstąpiłam z koleżanką do niego na małego browarka . Nie to jest jednak najważniejsze . Istotne jest to, że nie wiadomo skąd tuż przede mną, jak z pod ziemii wyrósł Adrian.
Ja przez niego umrę! Nie tylko dlatego, że zawsze omal nie dostaje zawału jak go widzę, ponieważ zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie, ale dlatego, że chodzi do tej całej Kamili i to tędy, którędy ja zwykłam chadzać do szkoły.

Czy mi się wydaje, czy to jawna prowokacja???

No, ale jeśli zapomnimy o tym incydencie, to można powiedzieć, że dzionek mam całkiem udany. Byłam u Rafała , co prawda za namową Anety, ale jednak. Chłopak jest uroczy. Zrobił mi frytki, nalał wina, fakt, że nie białego, które tak bardzo lubię, tylko czerwonego, ale liczą się chęci . I właśnie co do jego chęci zaczynam mieć wątpliwości. Mam wrażenie, jakby mnie podrywał w bardzo subtelny sposób.

Może popadam w paranoję, ale tak mi się wydaje. Zapytałam Anetę jak im się układa, a ona na to, że nawet jej nie całuje tak jak dawniej . Przyznajcie, że to zastanawiające. W każdym razie nie będe opisywała tego, że mówi do mnie zdrabniając moje imie, prawi na pozór niewinne komplementy itd. Mi osobiście sprawia to przyjemność , ale co z kumpelą? Nie powiem, żebym się tym specjalnie przejmowała, ale troche mnie to deprymuje. Jakby nie było, to JEJ facet.

Komentuj(4)


Link :: 17.02.2005 :: 12:43
Ja się zastrzele!!!

Wstałam dziś raniutko i od samego świtania chodzi za mną pewna wizja, o której odrobinę się wstydzę pisać, bo to trochę żenujące. Niby normalna, ludzka rzecz, a jednak . W końcu nie codziennie jestem tak naładowana, że każy dotyk wywołuje u mnie dreszcze. I jeszcze ten Adrian. Że też musiałam go spotkać akurat dziś. Przez chwilę myślałam, że nie wytrzymam, podejdę do niego i...

Miałam jednak szczęście w nieszczęsciu. Zjawiła sie jego paniena i to mnie otrzeźwiło.
Boshe jak ja jej nie cierpię. Dobra, nie powiem, że jest brzydka, bo nie jest, ale figurę ma beznadziejną. Ja nie wiem co ten kretyn w niej widzi. Zwłaszcza, że go zdradziła i pewnie jeszcze nie raz to zrobi.

Jednak fakt, faktem. Nosi mnie niemiłośiernie i chyba za chwilę wybuchne. W główce tylko jedna myśl i to niesamowicie natrętna.
Zajmę się czymś, to może mi przejdzie.

Cholera, jak ja nie cierpię takich dni!!!

Komentuj(1)


Link :: 18.02.2005 :: 12:23
Jestem niereformowalna .

Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Nie znam nikogo, kto potrafi być tak złośliwym stworzeniem jakim ja jestem . Nie chcę się chwalić, bo tak między Bogiem a prawdą, to nie ma czym, dlatego właśnie powstrzymam się od opowieści o tym, jak to przeze mnie kilka osób sie poryczało ( miałam niezły ubaw ).
Poza tym nietórzy to czytają i mogłabym mieć wyrzuty sumienia, że tak bez ogródek podaję fakty, które zdaniem pewnej grupy ludzi ( albo półludzi ) mogłyby sie wydawać zbyt osobiste. Przyznam się jednak, że korci mnie strasznie, aby napisać o tym czego dowiadziałam się od jednych koleżanek, na temat innych.
Okazuje się, że moja baza danych była niekompletna, co oczywiście zostało w krótkim czasie poprawione i jest git .

Hmm... Znam siebie i wiem, że długo nie wytrzymam, ale chwilowo moje ofiary mogą sie czuć bezpieczne . Jednak podkreślam, że to jedynie stan przejściowy .

Komentuj(4)


Link :: 18.02.2005 :: 16:46
Ludzie są pokręceni !!!

Nie można tego inaczej nazwać. Wydaje mi się, że lubią pchać się w paszczę lwa ( lew, a raczej lwica, to ja ).
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale mają skłonność do otwierania się przede mną i wyjawiania swoich sekretów, co z jednej strony mnie cieszy, ale z drugiej niesamowicie intryguje.
Przecież powszechnie wiadomo, że jeśli ktoś zalezie mi za skóre, to nie mam dla niego litości. Jeśli jestem zmuszona to potrafię zadać cios poniżej pasa i nie mam przy tym najmniejszych wyrzutów sumienia. Mimo to garną się do mnie ze swoimi problemami, chcą mojej rady albo przynajmniej tego, żebym ich wysłuchała.

Może lubią tę niepewność, która towarzyszy im, gdy dociera do nich komu wyjawili swoje tajemnice? Słowem ryzykanci .

Zastanawiam się nad tym od chwili, gdy znajoma zwierzyła mi się kilkanaście minut temu z tego o co pożarła sę z facetem.
Myślę i myślę nic nie mogę wymyśleć.
Zastanawiałam się już czy to nie za sprawą mojej powierzchowności, ale gdy spojrzalam w lustro, aby sprawdzić czy przypadkiem nie wyglądam na słodką idiotkę, która nie wie że żyje stwierdziłam, że to nie może być to ( uff ).
Jak dla mnie dzewczyna o ciemnych włosach i oczach w kolorze mocnej kawy wygląda raczej na zołzę, a przynajmniej nie na milusią dziewuszkę, więc co jest?

No dobra, nie jestem tak do szpiku zepsuta i wredna ( niestety ).
Mam kilku przyjaciół, którzy wiedzą, że można na mnie liczyć jak na Zawiszę ( jęśli tylko nie przesadzają z nadmiernym zapotrzebowaniem na moją pomoc ).
No, ale żeby nie było, to mam też wrogów. Nawet całe rzesze, bo tak to już jest, gdy się mówi komuś w oczy, co się o nim myśli.

Na Boga! Niech mi ktoś odpowie na jedno pytanie.
O CO TYM POMYLEŃCOM CHODZI ?

Komentuj(6)


Link :: 19.02.2005 :: 16:03
Wierzycie w cuda?

Ja też nie wierzyłam i miałam ku temu wszelkie prawo, jak z resztą wszyscy ludzie z gatunku "nie uwierzę, jeśli nie zobaczę" , a do takich właśnie się zaliczam.
Niektórzy ośmielają się twierdzić, że jestem typową racjonalistką, z czym się absolutnie nie zgadzam, ale nie o tym chciałam pisać.
Wracając do sprawy cudu, którego osobiście doswiadczyłam ...

Myślałam, że umrę. Nie, żebym miła zginąć w jakimś, bliżej nie określonym wypadku, czy innej katastrofie. Dopadła mnie po prostu koszmarna migrena . Głowa mi pękała i miałam wrażenie, że ktoś wali w nią kilkutonowym młotem. Ból był nie do zniesienia i wydawało mi się, iż eksplozja mojej czaszki jest kwestą minut, a może nawet sekund. Musiałam działać szybko, jeśli nie chciałam doświadczyć czegoś, co delikatnie można nazwać rozmazaniem się mózgu ( mojego mózgu ) na ścianie. Tyle, że ratuku z nikąd nie mogłam oczekiwać, ponieważ byłam sama w domu, a jak na złość w apteczce, która zwykle pełna jest środków przeciwbólowych, nie było ani jednej tabletki, mogącej przynieść mi ulgę. "To koniec" pomyślałam. Byłam zgubiona. Pogrążona w głębokim smutku, który powoli przeradzał się w rospacz polożyłam się na łóżku i w ostatniej chwili, kiedy już zaczynałam tracić świadomość ( zaczynałam zasypiać ) przypomniałam sobie, że jest jedno miejsce, do którego nie zjrzałam, a w którym mogło sie znajdować moje wybawienie - mała, biała tabletka, która ocaliłaby mi życie. Resztkami sił podniosłam się i skierowałam w kierunku krzesła, na którym wisiała moja torba. Pełna nadziei wyciągnełam z niej kosmetyczke. Zawsze chowałam "prochy" w dziwnych miejscach i miałam nadzieję, że jednym z takich miejsc jest właśnie moja kosmetyczka, z którą się nie rozstaję . Wyobraźcie sobie moją radość, gdy ujrzałam listek specyfiku Goździkowej .
Co prawda kilka chwil trwało, zanim poczułam zbawienną moc tabletki, ale moja radośc i tak nie miała granic . Mojemu życiu nie zagrażało już niebezpieczeństwo. Byłam ocalona.

Może dla tych, którzy nie cierpią na migreny to nic takiego, ale dla kogoś kto przynajmniej raz w życiu doświadczył bólu głowy, pojawienie się ETOPIRYNY jest cudem .

Komentuj(4)


Link :: 20.02.2005 :: 16:33
Złamałam się .

Nie, nie! W żadnym razie nic mi się nie stało, co może nie ucieszy niektórych, ale jestem cała i zdrowa . Rzecz jasna na ciele, ponieważ z umysłem zawsze były problemy .
Chodzi o to, że dzisiaj postanowiłam zrobić małą przerwe w blogowaniu, ale nic z tego nie wyszło. Nie mogłam się oprzeć, a ta właśnie notka jest poniekąd skutkiem, powstałym w wyniku braku samozaparcia i silnej woli .

O czym to ja chciałam... Zawsze rozpoczynam długim i bezsensownym wstępem i zapominam o czym miałam napisać .
Acha, już mam .

Dlaczego doba ma tylko 24 godziny? To zdecydowanie za mało. Przynajmniej dla kogoś takiego jak ja. Zawsze zabieram się za milion rzeczy, a póżniej muszę się gimnastykować, żeby ze wszystkim zdążyć. Nie żebym była mało zorganizowana...
Prawde mówiąc, to ja w ogóle mam problemy z organizacją i sama się dziwie, że ze wszystkim udaje mi sie wyrobić. No, ale jakby nie było okupione jest to strasznym wysiłkiem i nerwówką, po której przez 2 kolejne dni zapodaje sobie odstesowujące środki .
Żeby nie było, to nie chodzi o alkohol ( chociaż nie przecze, lubie sobie wypić browarek ), ale o długie spacery z przyjaciółką, czyli tour po sklepach , a wieczorkiem kakao i sympatyczna lektura ( żadne romansidło ).

Ehh.. Kończę, bo niby użalam się że mam mało czasu, a jeszcze nie potrzebnie go marnuję na pisanie tych niewybrednych notek, z których cześci i tak nikt nie czyta .
To do następnego razu...


Komentuj(5)


Link :: 21.02.2005 :: 20:41
Wściekłość, czuję wściekłość!!!

Nic mnie tak nie wpienia, jak to, że ludzie sa interesowni i dadzą sie pokroić za kilka złotych!!!

Mam koleżankę, która jest nią tylko z nazwy, bo od lat nie utrzymywałyśmy bliższego kontaktu. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że spotyka się z pewnym mało urodziwym chłopakiem. Myślałam sobie, że może ta dziewczyna, którą znam jako bardzo powierzchowne stworzenie zakochała się w tym "potwrku", który jest całkiem sympatycznym chłopakiem, w końcu nie takie rzeczy się zdarzają. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Jest z nim tylko dlatego, że chłopak ma dzianych starych, bywa w popularnych lokalach i rozbija się niezłą furą.

Przeżyłam szok! Potrafię zrozumieć ludzi, którzy są powierzchowni, bo sama taka jestem ( i nie ma co się wypierać ), ale w głowie mi się nie mieści, jak można być z kimś tylko dla kasy.

Nie myślcie, że mówię to z wrodzonej złośliwości. Niestety nie. Bardzo żałuję, ponieważ robi mi się nie dobrze na samą myśl o czymś takim, bo kojarzy mi się to z niczym innym tylko z k...twem.
I pomyśleć, że połowe dzieciństwa spedziłam z tą dziewczyną...

Komentuj(2)


Link :: 22.02.2005 :: 21:27
Jak nic - UMRĘ!!!

Dziś się dowiedziałam, że za tydzień odbędzie się próbna matura. Koszmar!!! Ja nawet tego nie zaliczę! To straszne!
Obłęd w oku i grymas trwogi na twarzy towarzyszy mi od wczesnego popołudnia. A jakby tego było mało jutro genialny sprawdzian z ogromnej partii materiału i konstytucja do wkucia na pamięć. Tylko pogratulować wyboru szkoły .

Pocieszam się myślą, że byłam dzisiaj na zakupach i poprawiłam sobie samopoczucie ( przynajmniej chwilowo ) kilkoma drobiazgami, nad którymi nie będę sie rozwodzić, bo z tego przejęcia powoli przestaję się nimi cieszyć.

Kończę, ponieważ nic błyskotliwego nie przychodzi mi do głowy, która za kilka dni będzie pokryta siwymi włosami, a nie jak dotąd ciemnymi pasmami .
Pozdrawiam wszystkich , którzy czytają te herezje i jeszcze im się nie znudziło . THX!

Komentuj(5)


Link :: 23.02.2005 :: 18:03
Stworzyłam potwora :D!!!

Mam koleżankę. W dniu, gdy ją poznałam była spokojną dziewczynką, która nie miała nawet śmiałości się odezwać ( w tym miejscu lekko przesadzam, ale to poważnie panna z serii pt. "cicha, szara myszka" :D ). Zawsze to ja byłam ta wredna i pyskata. O wszystko się kłóciłam, podczas gdy ona stała z boczku i czekała na efekty mojej ciężkei pracy. Przyznam się, że wielokrotnie szczerze jej za to nienawidziłam, ponieważ ja zawsze byłam ta zła, a ona grzeczniutka i spokojna.
Znamy się już kilka lat i w ciągu tego czasu zdążyła się dziewczyna wyrobić. Problem w tym, że panna stała się odrobinę wulgarna, co nie jest absolutbie moją winą. Ponadto zrobiła się z niej mała lafirynda, której ulubionym tematem jest to co ona i jej chłopak robią gdy są sami i inne tego typu sprawy, a jej ulubionym powiedonkiem stało się "chce mi się seksić".

Przepraszam bardzo, ja chciałam dla dziewczyny dobrze. Chciałam, żeby przestała być zastraszonym stworzonkiem, ale chyba coś nie wyszło i zrobiło się z niej to co się zrobiło. To jest prawie groteska. Nie wiem czy się śmiać czy płakać, ale prawde mówiąc przestaję ją lubić. Bycie bezpośrednią to jedno, a zachowywanie się jak zdzira ( to może troche za ostre słowo, ale chyba pasuje :? ) to już zupełnie coś innego.
Jeśli dalej tak pójdzie nasza przyjażń ( to zbyt wielkie słowo :D ) się skończy. Nie chcę mieć opinii jaką moge mieć przebywając w jej towarzystwie. Wiem, że to wredne, ale przesadziła. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Tyle, że w tym przypadku po umiarze nie pozostało nawet wspomnienie :?.

Komentuj(1)


Link :: 24.02.2005 :: 17:03
Błagam! Litości!

Tego już stanowczo za wiele!!! Ja tak nie potrafię! Starałam się być miła, przynajmniej dzisiaj. Gdyby ktoś chciał wiedzieć skąd ten pomysł, powiem tylko, że pokłóciłam się wczoraj z mamą i w ramach "pokuty" postanowiłam być przez jeden dzień niekonfliktową i zrównoważoną dziewczyną. Jednak nikt z moim temperamentem nie wytrzymałby tak długo jak ja, ponieważ nie chwaląc się, trzymałam się dzielnie .

Pół dnia wysłuchiwałam w skupieniu ( dobre sobie ) jak moja kumpela rozpływa się nad swoim chłopcem, z którym to jest już kilka miesięcy ( nie wiem ile bo nie słuchałam uważnie ). Myślałam, że w miejscu, w którym zaczeła używać tych wszystkich pretensjonalnych zdrobnień i przesłodzonych określen zwymiotuję, ale wytrzymałam i jej uczucia nie zostały zranione, chociaż o ile sobie przypominam kilka razy zlekceważyłam jej pytanie "co ty o nim sądzisz" i zmieniłam temat, ale krew się nie polała, chociaż przyznaję - moja się gotowała .

W domku byłoby całkiem znośnie, gdyby nie blokada komputera ( blokada ma 13 lat i jest małym pyskatym chłopcem ), ale z tym też sobie poradziłam. Dopiero gdy siosta uczepiła się czegoś o czym wolałabym nie wspominać nie wytrzymałam i wydarłam sie na nią.

Jesu jak mi ulżyło . Jakby 100-tu tonowy głaz spadł mi z serca. W końcu mogłam sobie wrzasnać na kogoś i powiedzieć co mi leży na wątrobie . To wspaniałe uczucie.
Ja wiem, że to może niektórym wydawać się jakąś schizą, ale ja mam po prostu CHARAKTEREK, z resztą po mamusi i lubię być jędzą. Nie zawsze , ale przez większość czasu .

I żeby nie było, przysięgam uroczyście, że już nigdy nie będę udawać, że potrafię być milutką dziewczynką .

Komentuj(2)


Link :: 25.02.2005 :: 20:25
Łapie deprechę...

Zjadłam już furę słodyczy, ale to nic nie daje . Mam ochotę napić się czegoś mocniejszego. Wiem, że obiecałam sobie, że nie bede już pić alkoholu, ale jak moge nie pić kiedy mam humor taki jak w tej chwili. Byłam nawet na długaśnym spacerze. Uwielbiam chodzić po mieście kiedy robi się ciemno, a ludzie pojawiają się okazjonalnie. Niestety przechadzka nie pomogła. Powietrze jest co prawda fantastyczne, ale nawet to nie zdało egzaminu.

Nie będę się rozwodzić na temat tego, skąd mi się to bierze, ponieważ nie jestem w nastroju, ale może kiedyś... W każdym razie nie mam na nic ochoty i nawet kumpla wystawiłam i musiał pocałować klamkę, bo gdy przyszedł nie zastał mnie w domu.
Jestem podła, nawet nim się bawię, a to przecież miły chłopak.

Czasami sama siebie nienawidzę, za to, że jestem taka wredna...

Komentuj(1)


Link :: 25.02.2005 :: 22:30
Muszę to z siebie wyrzucić!

Wszystkim się wydaje, że ja mam takie fajne życie. Niczego mi nie brakuje, mam fajnych starych, spoko rodzeństwo, jestem lubiana, a do tego jeszcze ładna, zgrabna i mądra.
Koń by się uśmiał.
To tylko z zewnątrz tak ładnie wygląda. Nikt nie wie jak jest w rzeczywistości, bo po co miałabym o tym gadć.
Moje życie, tak obiektywnie patrząc jest do bani.
Starzy się ciągle żrą o kase, jakby tylko to się liczyło albo w ogóle się do siebie nie odzywaja przez kilka dni, a czasami tygodni.
Rodzeństwo chociaż jest nie najgorsze, jest złośliwe w stosunku do siebie i nic nie robi bezinteresownie.
Mój brat, który aktualnie z nami nie mieszka bierze narkotyki i nie umie sobie z tym poradzić.
Ja jestem rozdarta wewnętrznie. Nie wiem czym powinnam się w życiu kierować. Słuchać serca, czy może olać uczucia i robić to co podpowiada mi rozum i być taką za jaką uważa mnie rodzinka, czyli zimną laską, która nie liczy się z innymi.
Czasami nie wytrzymuję psychicznie. Nie mogę znieść tego, że jestem "zimną rybą", która nie wie co jest ważne.
Co z tego, że być może jestem ładna i zgrabna, że mam potencjał i zdolności do nauki, że ludzie podobno mnie lubią ( tylko wtedy, gdy czegoś chcą )? Co z tego, jeśli ja sama nie wiem czego chcę, czego mi brakuje. Wciąż staram się robić dobra minę do złej gry, uśmiechać się i nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak jak być powinno. Nawet nie mogę o tym z nikim porozmawiać. Mam garstke znajomych, ale to tylko znajomi, żadnego z nich nie uważam za przyjaciela, nie ufam nikomu na tyle, by zwierzać się ze swoich problemów. Z reszta nauczono mnie, że muszę umieć radzić sobie sama, bo nie zawsze znajdzie się ktoś na kogo można liczyć. Ulubionym powiedzeniem moich rodziców jest "umiesz liczyć, więc licz na siebie", co oczywiście nie czyni z nich złych rodziców. Oni po prostu chcieli, żebym ja i moje rodzeństwo nigdy nie uzależniali się od innych i proszę jak to sie koczy. Narkoman, wariatka i dwoje młodych, którzy też mają dużą szansę na wpakowanie się w podobne problemy, czego im oczywiście nie życzę.
To istna patologia, ale tak to właśnie wygląda.
Jak widać nie ma czego zazdrościć.

Komentuj(2)


Link :: 26.02.2005 :: 10:15
No i mamy weekend.

Jak ja nie nawidzę tych sennych poranków, kiedy połowa z pośród mieszkających ze mn ludzi nie może sie zwleć z łóżka. To do prawdy przygnębiający widok oglądać coś takiego. Jednak nie to jest najgorsze. O wiele bardziej dołujący jest fakt, iż wieczory nie zapowiadają sie lepiej. Imprez się nie organizuje więc nie ma innej opcji jak siedzieć w domu lub ewentualnie przejść się do znajomych i wysłuchiwć ich radosnego biadolenia, na co dziś nie mam najmniejszej ochoty.

Przykro mi bardzo, ale jak widać nie zawsze jest mi do śmiechu. Akurat dziś, a przynajmniej w tej chwili najchętniej zamkęłabym się w swoim pokoju i udawała, że mnie nie ma.
Niestety będe musiała zrezygnować z tej przyjemności, ponieważ muszę wybyć z domu, aby uniknąć spotkania z gośćmi, którzy zwykle zjawiają się w sobotnie popołudnia.

Żeby nie było nieścisłości. Jestem osobą bardzo towarzyską, ale nie mam ochoty na błazenady i przyklejanie do twarzy uśmiechu, który dzisiaj dobrowolnie się nie pojawi. Tak więc ( wiem, że w ten sposób nie zaczyna się zdania, ale dziś mam to w nosie ) zniknę na kilka godzin i wrócę jak całe towarzystwo się rozejdzie...

Komentuj(7)


Link :: 27.02.2005 :: 19:24
To był bardzo, ale to bardzo intensywny dzionek .

Co prawda trochę męczący, ale lepsze to niż gapienie się w sufit i zastanawianie się nad tym wszystkim, nad czym się zastanawiać nie chcę.
W każdym razie jestem z siebie dumna. Pół dnia poświęciłam na czytanie potwornie nudnej lektury i prawie ją przeczytałam. Obfitowała w ozdobniki z gatunku K... H..., "dziwki" ścieliły się gęsto, ale i tak połowy nie zrozumiałam, no ale od czego są pomoce naukowe takie jak np. streszczenia .
Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że prawie dwie godziny znęcałam się nad kartkami papieru starając się napisać pracę na polski. Zostało ją jeszcze przepisać, ale to pryszcz.

Może komuś wyda się to dziwne, ale lubie taką orke. Nie codziennie, ale gdy ma się doła to bardzo pomaga. Przynajmniej mi, ale ja jetem przekręt jakich mało, więc nie ma co się dziwić . Jeszcze dzień lub dwa takiego regularego nadwyrężania szarych komurek i wrócę do stanu używalności , a tym czasem ide pouczyć sie do matury. W nstępnym tygodniu robią nam próbną, więc trzeba się za siebie zabrać i uzupełnić braki w wiedzy .

Pozdrówka dla wszystkich . I raz jeszcze dziekuje za komenty .

Komentuj(2)


Link :: 28.02.2005 :: 15:57
Nienawidzę zakręconych nauczycieli!

Uczy mnie taka jedna psorka, która za cholerę nie potrafi się zdecydować kiedy robić nam zajęcia dodatkowe. Dziewczyne całkiem chyba Bóg opóścił, ponieważ mamy w tym roku maturę, a ona sobie w kulki leci . Mieliśmy mieć dzisiaj fakultety, ale z przyczyn, powiedzmy technicznych będziemy je mieli jutro. Należy jednak zauważyć, że ja mam rozplanowany tydzień i np. jutro wybieram się w ciekawsze miejsce niż do szkoły na dodatkowe zajęcia.
Wiem, że to troche lekceważące podejście, ale nie ja zmieniam terminy, bo coś mi nie pasuje. Niech do jej świadomości dojdzie, że ja ( i połowa mojej klasy, nie licząc tych którzy są nudni ) mam swoje życie , jakie by ono nie było. Nie zamierzam zmieniać swoich planów tylko dlatego, że dla pani X dogodniejszym terminem w tym tygodniu jest wtorek.
To tyle jeśli chodzi o tę sprawe.

Hmm... Jeśli chodzi o ciekawsze aspekty mojego życia, to akurat dziś nie mam nic do powiedzenia, ponieważ nic sie nie wydarzyło. Ogólnie rzecz biorąc NUDA MAKSYMALNA .
Nie licząc tego, że mam ochote na coś słodkiego, a jak na złość żadnych cukierków ani ciastek nie ma. No i żeby było śmieszniej młodszy brat nie bardzo się pali, aby przespacarować się do sklepu . Kurde! Ja umrę !!!

Komentuj(3)


 

[Księga gości]

 

2020
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

 

adres1
adres2
adres3

 

Talk.pl :: Twój Wirtualny Pamiętnik